czyli nudne zycie na szkockiej prowincji
Kategorie: Wszystkie | CZYTELNIA | DZIENNIK PISANY W KRATKE | FILMOTEKA | FOTOGRAFIE | MNIAM MNIAM
RSS
sobota, 19 lutego 2011
tu jestem
sprobuje teraz w nowym miejscu, moze zacheci mnie do czastszego blogowania:


http://emilia80-wkratk.blogspot.com/


środa, 16 lutego 2011
i po ptokach!
wiecie co? nigdy nie myslalam, ze rozstanie moze byc tak wyzwalajace. moze dlatego,ze to ja podjelam o nim decyzje. 
Dzien numer trzy, jeszcze nie ma sie czym chwalic, zadna sztuka wytrzymac tyle bez jego glosu w telefonie. 
Czuje sie WOLNA. Czy to znaczy, ze przez ostatnie niespelna cztery lata bylam zniewolona? Przyszedl ten dzien, przypadkowo 13go, kiedy bylam gotowa. Gotowa, zeby wrocic do siebie, do tego kim jestem bez niego. Teraz pozostaje tylko sie odkochac....

wtorek, 11 maja 2010
sukienka
Na wstepie informuje Drogich Czytelnikow, ze pisze ponaglana przez Was, samo-wychlostana wyrzutami sumienia. Czy ja jeszcze mam o czym pisac? Nie wiem, od czego zaczac...
Na przyklad, ze w moim ogrodku sa male dzikie kroliczki i obserwuje co rano o swicie jak sie pasa i tylki im rosna, sasiadki podrzucaja im marchewke skrojona w slupki, a ja mysle,ze one i tak wola skubac trawke. I zastanawiam sie, czy latwo zlapac takiego krolika- bylby w sam raz na potrawke w buraczkach.

Pan, o ktorym w tym blogu glosno nadal jest ten sam. I dylematy podobne i od wzlotow plyne do kolejnych upadkow, glownie updakow nadziei, ze kiedys cos z tego jeszcze bedzie.
W najblizszy piatek organizuje impreze pozegnalna dla przyjaciol, zegnac bedziemy...moje lata dwudzieste. Wlasciwe urodziny dopiero za tydzien z okladem, ale potem pracuje, a wlasciwie to dlaczego nie zaczac swietowac juz wczesniej..
Zatem idziemy do brazylijskiego baru,gdzie salsa i samba rozbrzmi na zywo, nawet jak frekwencja nie dopisze, to wiem,ze te najblizsze osoby beda przy mnie.
Czekam na kreacje "na czerwony dywan", ktora zamowilam przez internet,moze przyniesie mi szczescie...



wtorek, 16 lutego 2010
Niech Mu bedzie :)

Walentynki dotarly spoznione- wielki bukiet i mis do przytualnia. To juz drugi, jakiego od Niego dostalam- dalam mu tym samym do zrozumienia, ze dorosla kobieta doskonale zadowoli sie kolekcja dwoch pluszakow w swojej sypialni.

Darowanemu koniowi...itp, ale z diamentami jeszcze nikt zle nie trafil ;) na Gwiazdke sama sobie wybralam pierscionek i jestem bardzo szczesliwa, a On takze,ze trafil w moj gust:

Eternal Ring

Planujemy wspolne wakacje w czerwcu- tzn ja planuje, bo caly czas wyrywam mu stery. Niby chce faceta zdecydowanego, ktory od czasu do czasu rzadzi, ale jak przychodzi co do czego, to patrze mu na rece, na szczescie Jemu jest wszystko jedno dokad, byleby ze mna...(tak mowi)

Zwiazki na odleglosc sa do dupy, jesli mam komus doradzac zanim zakocha sie w osobie oddalonej wiecej niz godzina jazdy samochodem, to radze nie ladowac sie toto.

Mimo to, kocham Go- niech Mu bedzie.

niedziela, 14 lutego 2010
o, ironio!

...no tak...w tym roku dostalam ZERO Walentynek-co w przeciwienstwie do pieciu zeszlorocznych (w tym bukietu kwitow od niego) jest straszna poruta...

choc przeciez wiem, ze nie chodzi o ilosc- w dodatku nigdy mnie to swieto nie obchodzilo wczesniej- dopiero teraz, gdy jest ktos, komu mam ochote cos podarowac...

Rozczarowanie, bo ja swoja wyslalam, w dodatku mu sie podobala (nowa Sade) i recznie robiona kartka. Tym samym wpisalalm sie po raz kolejny na liste kobiet, ktore kochaja za mocno! A na dokladke obrazilam sie na niego, bo gada do mnie frazesami (typu: tak wiele do ciebie czuje (ale czego pytam sie?) Mistrz sloganow!

Jestem smutna i zla, wylaczam telefony i ide przytulic poduszke :(

sobota, 13 lutego 2010
jest lepiej

Odzyskuje rownowage, odnajduje siebie. I to bez drastycznych zmian, rzucania scierka, rozstan, terapii.

Wszystko przybiera inny ksztalt, niz planowalam, np pani treapeutka zachorowala i nie przyszla na pierwsza sesje, na co ja,ze mam to w dupie, wiecej tam nie pojde- i ta zlosc mnie uzdrowila- poki co!

Ukochany sie spisuje jak na razie, zreszta, przestalam myslec o wspolnej przyszlosci, koncentruje sie na sobie i na dniu dzisiejszym i mi to pomaga. Tak mowie, ale jutro Walentynki i jak nic od niego nie dostane, to sie bardzo zdenerwuje!

Nadal intensywnie szukam pracy, planuje pobyt w Londynie w celu jeszcze bardziej intensywnych poszukiwan niebawem, trzymajcie kciuki.

sobota, 16 stycznia 2010
nieoczekiwany zwrot akcji

Nie wszystko jest tak, jak chcialabym, zeby bylo, nie wszystko jest tak, jak przewidzialam,ze bedzie, choc przeciez nie chcialam, by bylo...

Rozmowa sie odbyla, odowiedzi niektore przewidzialam, inne byly zupelnym zaskoczeniem. Jeszcze sie spotkamy, jeszcze piszemy scenariusz kolejnego odcinka. On wykazuje czujnosc dzikiego kota, chodzi wokolo na cichych, miekkich lapach jak ta pantera, ktora zesmy widzieli niedawno w ogrodzie zoologicznym. Czuwa, by mnie nie sploszyc. Nagle robi rzeczy do niego niepodobne, na ktorych kiedys mi zalezalo, a teraz nie wiem jak na nie zareagowac. Czyzby to tylko dzialania prewencyjne, by mnie nie stracic, czy tez powoli nasze priorytety spotykaja sie w polowie drogi?  Okaze sie niebawem...

środa, 06 stycznia 2010
preludium do rozstania

Czy latwo dostrzec tzw poczatek konca? Moment, w ktorym zapala sie czerwona lampka, ale ja ignorujemy, myslac, moze to przewrazliwienie, nadinterpretacja?

Przerabialam juz kilka tych poczatkow konca w moim zyciu i wydaje mi sie, ze intuicja jeszce nigdy mnie nie zawiodla.

Ten trudny zwiazek, w ktorym nadal jestem, mial tych lampek wiecej niz jedna, a mimo to- nadal trwa. Zbieralam sie w sobie na "ostateczna konfrontacje" dlugo, dajac sobie taryfe ulgowa-ostatecznie z depresja nielatwo przechodzi sie rozstania. Ale jednak czara sama sie przepelnila i zaczelam te trudna rozmowe.

Rozmowe, ktora mielismy dokonczyc wczoraj wieczorem, wszystkie odpowiedzi mialam juz gotowe, wodka w kieliszku dla odwagi. Az tu On zadzwonil z wiadomoscia o smierci bliskiej Mu osoby. Ciezko to przezywa, wiec odlozylismy te rozmowe na pozniej- przeciez nie kopie sie lezacego..Troche uszla ze mnie para, troche bylam zla,ze los smie zmieniac moj idealny scenariusz, ale zyskalam spokoj, wiecej pewnosci siebie. Wiem, jakie uslysze slowa, nie oczekuje zadnej niespodzianki, dlatego podjelam juz decyzje.

Tym razem koniec bedzie poczatkiem czegos nowego.

wtorek, 05 stycznia 2010
nowe - stare

Na fali modnych na przelomie lat modnych podsumowan spiesze doniesc co u mnie nowego (oprocz daty w kalendarzu i trzydziestki nadciagajacej niczym stado ptakow u Hitchocka), a co zostalo po staremu- dla tych, co tu jeszcze zagladaja...

nowe:

wlosy blond- znowu -czyli powrot do korzeni

bratanica w drodze (juz nie moge sie doczekac)

depresja- jeszcze nie zdiagnozowana, ale to tylko kwestia czasu- niestety to nie zart

bol w placach (ok. szyjne), ktory zakloca mi sen

stare:

wlasciwie wszystko inne (praca, miejsce zamieszkania, rachunki do zaplacenia)

facet (ten czekoladowy) , ktory robi sie coraz starszy i nasz zwiazek w zasadzie tez

Niestety nowych i dobrych wiadomosci malo, dobrze,ze lezy snieg i mam iluzje hibernacji, a nie  gnicia i degradacji w tej wiecznej, szarej wilgoci. Jest mi ostatnio bardzo, bardzo smutno...

poniedziałek, 22 czerwca 2009
Ave Roma!

Wlasnie worcilam z Rzymu.Spedzilam tam kilka dni odwiedzajac moja przyjaciolke G. ktora po kilku latach zycia w deszczowej Szkocji wreszcie zeszla na wlasciwa droge- tak na marginesie- to swietnie miec przyjaciol z roznych stron swiata- jak to poszerza horyzonty!- w kazdym tego slowa znaczeniu!

Rzym to wieczne miasto, o tak. Nie dosc, ze swiadcza o tym liczne ruiny- slady miasta, ktore powstalo przed wiekami, ale tez jego mieszkancy- mieszczuchy z pokolenia na pokolenie. Nie mowie tego w zlym znaczeniu, wrecz przeciwinie. Odkad mieszkam tu, gdzie wrony zawracaja, czuje jak zdziczalam i zanikaja we mnie odruchy miejskiego zwierzecia, ktorym przeciez jestem. Dopiero w miejscu takim jak Rzym na nowo to sobie uswiadamiam. Mieszkancy Rzymu maja w sobie te godnosc, swego rodzaju klase,a jednoczesnie luz, ktory sprawia,ze tesknie za miastem. Tu, gdzie miszkam nie trzeba sie starac dobrze wygladac- a jak juz sie postaram i wystroje do pracy- to trabia na mnie kierowcy ciezarowek i bynajmniej nie dlatego,ze ubieram sie jak ulicznica. W wielkim miescie nikt by mnie nie wytykal palcami, nie prowadzil rejestru gosci odwiedzajacych mnie w domu. W wielkim miescie pielegnowalabym swoje artystyczne zainteresowania i rozkoszowala sie anonimowoscia. Tutaj jest to bardzo trudne, wrecz niemozliwe.

Ale dosc tej nostalgii. Troche wrazen z wycieczki: urzekl mnie klimat Rzymu, nawet ruch uliczny, ktory nigdy nie spi, zdolal mnie do siebie przyzwyczaic po dwoch nocach. I to swiatlo- to jak slonce pieknie komplementuje architekture, a jej zabytki pysznia sie wsrod innych, bardziej nowoczesnych budynkow.

Ludzie- piekni, opaleni, szczesliwi, wygladajacy jak z reklamy sokow owocowych, a ci na plazy- jak z katalogu kostiumow kapielowych. Naprawde; ciezko bylo mi odnalezc w zasiegu wzroku osoby nieapetyczne, otyle lub brzydkie. Wszyscy tacy jacys proporcjonalni i mili dla oka. Mezczyzni- o matko! niektorzy to chodzacy modele, takie ciacha se tam lansuja, ze az mi kolana miekly! (troche tez miekly od tego zwiedzania w upale). No i kilku na mnie gwizdalo aprobujaco, co bylo troche zenujace, acz przyjemne, G wytlumaczyla mi,ze to normalne i nie ma sie co krygowac- tylko godnie przyjac komplement :)

Jedzenie na miescie: poczawszy od sniadania w przydomowym barze: cornetto (rogalik, np. z dzemem morelowym) plus cappuccino- ktore nigdzie nie smakuje tak prawdziwie, az do pozno-nocnych kolacji w malych bistrach i restauracyjkach- swieze ryby i owoce morza, pasta, pizza, desery....mniam! Ja sie chyba przez pomylke urodzilam w zlej szerokosci geograficznej.

Jezyk, ktory od lat mnie pociaga, a teraz nabylam nawet kurs dla pocztkujacych na CD. takze trzymajcie kciuki, moze wkrotce bede juz potrafila cos z siebie wydukac samodzielnie- bo powtarzam zzwroty bez najmniejszego akcentu podobno.

No i oczywiscie nacykalam mnostwo zdjec: Colosseum, Pantheon, Watykan, przerozne fontanny i rzeby, choc nie tracilam czasu ani slonecznej pogody na zwiedzanie muzeow tym razem. Czuje,ze jeszcze tam wroce, gdyby nie jezyk i kiepski rynek pracy, to juz bym sie pewnie tam przeniosla!!!

Ktos zauwazyl,ze trzy dni w sloncu i od razu staje sie inna osoba :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18